Tamilskie święto

To miał być kolejny zwyczajny dzień na wakacjach: lekki trekking po okolicznych górkach i pagórkach, spacer po herbacianych plantacjach, kilka widoczków, obłędnie pyszny i piekielnie ostry obiad, po drodze wizyta u producenta herbaty i pogawędki z napotkanymi na drodze ludźmi. A tymczasem los postanowił spłatać mi małego figla i skierować w tylko jemu znanym kierunku, pozwalając przeżyć jeden z najbardziej niesamowitych dni w moim życiu.

Gdy już wdrapałam się i sturlałam z najbardziej znanego szczytu w okolicy (miejscowość Ella, prowincja Uva, Sri Lanka) – Little Adam’s Peak, poznałam wszystkie tajniki herbacianych naparów (nigdy nie kupujcie herbaty w torebkach!), kolejnym punktem planu dnia było odnalezienie pewnego osławionego wiaduktu kolejowego – Nine Arches Bridge.

Nie bardzo wiadomo było gdzie go szukać, bo szlaki pomiędzy krzaczkami herbaty nie są zbyt dobrze oznaczone, po prostu zaczęliśmy iść z moim towarzyszem w kierunku który wydawał się być prawdopodobny. Nagle wyrósł przed nami kilkunastoletni chłopak, uśmiechnął od ucha do ucha i z radością oświadczył, że doskonale zna drogę do mostu, bo widać go z jego domu. Muszę przyznać, że z początku podchodziłam nieufnie do naszego przewodnika – cały ten zbieg okoliczności, jego niespodziewane zmaterializowanie się znikąd, wciąganie nas w jakieś gęste chaszcze – wszystko to pachniało mi co najmniej niezłą ściemą dla turystów. W przebłyskach rozsądku widziałam nagłówki gazet: „Dwoje Polaków zaciukanych w lankijskim gąszczu”, a mimo to ciężko było oprzeć się tym roześmianym oczom. Kilkaset metrów dalej zamajaczyła przed nami prowizoryczna chatka i inni ludzie – rodzice naszego nowego kolegi, którzy powitali nas jeszcze szerszym uśmiechem oraz… herbatką i moimi ulubionymi placuszkami kokosowymi. I oczywiście pokazali pocztówkowy landszafcik roztaczający się z… hmmm no właśnie – domem ciężko to nazwać. Chatki? Izby na klepisku, w której żyła czteroosobowa rodzina? Właściwie to nie koniec historii o tych ludziach, zanim się pożegnaliśmy uroniliśmy kilka łez wzruszenia, ale ciąg dalszy to materiał na całkiem osobny wpis.

Tymczasem postanowiliśmy zobaczyć z bliska osławiony most i kontynuować nasz spacer wzdłuż torów. Po drodze minęliśmy kilka rodzin, matki z latoroślami i mnóstwo dzieciaków wracających ze szkoły, które pomimo swej nieśmiałości były żywo zainteresowane białym człowiekiem – wszyscy uśmiechnięci, radośnie wołali hello, czasami podchodzili, zagadywali ciekawi przybyszów z daleka. Po jakimś czasie na torach coraz częściej zaczęły pojawiać się kobiety ubrane w różnokolorowe, odświętne sari, a gdzieś w oddali usłyszeliśmy rytmiczną muzykę, w której kierunku zdawały się zmierzać te piękne panie.

Dotarliśmy do stacyjki kolejowej w miejscowości Demodara, gdzie pięknych sari było o wiele więcej i ciągle przybywały nowe. Na ulicy sprawcy zamieszania – całkiem spora grupa ludzi grających na trąbkach i wybijających rytmy na bębnach. Stoimy i obserwujemy. Stoimy i czujemy się obserwowani. Wprost, z ukrycia, w większości przypadków na twarzach obserwatorów błyszczy uśmiech, ale dostrzegamy kilka postaci, w których oczach wydaje mi się widzieć… lekki obłęd. O co, u licha, tutaj chodzi?

Rytmy wybijane są coraz głośniej, niektórzy grają na trąbkach i innych instrumentach. Tuż przed sekcją muzyczną idzie grupa rytmicznie podskakujących kobiet i mężczyzn, których podskoki przypominają taniec w transie, niektórzy już sprawiają wrażenie „lekko niewyraźnych”. Coraz więcej osób z tłumu dołącza do nich, bezładnie pląsając. Niektórzy wpadają na nas, próbują wciągnąć w podskoki i wirowanie.

Szybko okazuje się, że to dopiero preludium przed tym co zbliżało się w dalszej części kolorowego pochodu. Zza zakrętu wyłaniają się młodzi chłopcy i mężczyźni, za którymi idą inni trzymając w ręku sznurki. Zaniemówiłam gdy zbliżają się na tyle, abym dostrzegła sznury przywiązane do haków, wbitych w skórę tych pierwszych. Jeszcze nie zdążyłam ochłonąć, a przede mną wyrastają ciężarówki ze specjalnymi wysięgnikami z których zwisali kolejni młodzi mężczyźni. Dyndają przed maską, zawieszeni na tych samych hakach, inni mężczyźni bujają nimi. Pięć czy sześć ciężarówek, każda z innym śmiałkiem w innej pozycji. Pierwszy mnie zmroził, drugi przeraził, trzeci już zaintrygował. Z osłupienia wyrywa mnie radosny gwar i śmiech dzieciaków, które dosłownie okupują tylną część samochodów.

Pochód przesuwa się tanecznym krokiem, muzyka zdaje się stawać coraz bardziej intensywna z każdą minutą, tańczący ludzie coraz głębiej wchodzą w trans. Nie wiem ile to wszystko trwa, zupełnie tracę poczucie czasu, obserwuję to wszystko oczarowana. A może zaczarowana?

Kiedy już wydaje mi się, że widziałam wszystko, docieramy do jednej z hinduskich świątyń. Przez myśl przechodzi mi, że pewnie teraz zacznie się składanie darów i wspólne świętowanie – i rzeczywiście. Ale zanim to nastąpi, czeka na nas i wszystkich chętnych śmiałków ostatni, kulminacyjny punkt programu – spacer po rozżarzonych węglach.

Na tyłach świątyni zbiera się tłum, kto może wspina się tak wysoko jak może, żeby obserwować wszystko z góry. W ziemi wykopano niezbyt głęboki, długi na kilka metrów dół w którym czeka już gorący, dymiący dywan. Po kolei przechodzą po nim wszyscy mężczyźni, którzy przyczepieni byli do haków, ludzie którzy tańczyli, ale także inni – często trzymając na rękach małe dzieci.

Nie trwa to długo – może i lepiej, bo mam ciarki na całym ciele. Jak tylko kończy się ten „spacer”, węgle zostają zasypane a my wychodzimy ze świątyni, przeciskając się między niosącymi dary, kwiaty i jedzenie. Uciekamy tuk-tukiem od tego gwaru i emocji, po drodze rozkoszując się pięknie zachodzącym słońcem, miękko oświetlającym porośnięte herbatą wzgórza i latającymi nad nami… nietoperzami.

IS_DSC08933IS_DSC08871

Komu mało wrażeń – zapraszam do obejrzenia filmów. Nie są może idealnej jakości, bo reżyser ze mnie gorszy niż fotograf, ale dają możliwość skonfrontowania wyobrażeń z rzeczywistością: część 1, część 2, część 3, część 4.

PS. Jeśli podoba ci się post – polub i udostępnij. Podziel się proszę swoimi wrażeniami w komentarzu 🙂

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s